right

Prasa o nas

"Małe apteki też mogą być konkurencyjne"

Pulsu Biznesu, dodatek "Farmacja", 27 października 2010.

W ostatnich latach ekspansja aptekarskich sieci doprowadziła do upadłości wiele niezależnych małych aptek. Jak można temu zapobiec?
Przeczytaj cały artykuł w formacie pdf.

"Lubuskie? A gdzie jest i co to za region"

Autor: Dagmara Ostrowska
Gazeta Lubuska 31 maja 2009.

Dni województwa podobały się mieszkańcom, ale czy na pewno przysłużyły się promocji regionu. Tu opinie są podzielone.

(…)- Gdy słyszę "lubuski” pierwszym skojarzeniem jest... żużel - mówi Grzegorz Dryjański, specjalizujący się w kształtowaniu wizerunków, przede wszystkim polityków. - Teraz jeszcze z serialem 39,5. Problemem waszego regionu jest to, że nie macie liderów, osobowości. Nie macie także wyrazistych polityków. Próby akcentowania interesów regionu dostrzegam w Nowej Soli. (…).

"Przykład zrealizowanego szkolenia"

Gazeta Wyborcza, 6-7 grudnia 2008.

Co interesuje aptekarza

Pierwszy w Polsce projekt szkoleniowy dofinansowany z EFS, skierowany do właścicieli i pracowników aptek, okazał się strzałem w dziesiątkę. Ze szkoleń skorzystało przeszło 100 osób więcej niż zakładano.
Pomysłodawcą i liderem projektu "Akademia aptekarza, czyli nowoczesne metody zarządzania apteką" jest Instytut Projektów Personalnych (IPP) - firma szkoleniowo-doradcza... Przeczytaj cały artykuł (pdf).

"Aptekarze chcą studiować"

Autor: Marta Markiewicz
Puls Farmacji, 24 października 2007.

Studia podyplomowe cieszą się coraz większą popularnością. Szukających wiedzy o zarządzaniu i marketingu farmaceutów nie odstrasza wysoka cena szkoleń.

(...) "Kończąc farmację 15 lat temu, nie miałam styczności z przedmiotami tak istotnymi we współczesnym biznesie, jak choćby techniki sprzedaży czy też kontakty interpersonalne" - mówi Justyna Kiedrowska z apteki w miejcowości Nędza na Śląsku. Zdecydowała się więc na uczestnictwo w kursach w ramach cyklu "Akademia aptekarza, czyli nowoczesne metody zarządzania apteką". (...) Przeczytaj cały artykuł (pdf).

"Jak pozyskiwano dotacje w latach 2004-2006. Ranking najskuteczniejszych firm"

Autor: Redakcja
Fundusze Europejskie, marzec-kwiecień 2007.

IPP w czołówce Ogólnopolskiego Rankingu Firm Konsultingowych opracowanym przez czasopismo Fundusze Europejskie

Po raz trzeci publikujemy na naszych łamach ranking najskuteczniejszych firm konsultingowych i doradczych pozyskujących dla swoich klientów fundusze UE. Cezura czasowa nasunęła się sama: zakończony okres programowania 2004 - 2006. Przy przygotowaniu rankingu pod uwagę były brane dwa kryteria: ilość pozyskanych środków oraz ilość projektów zakwalifikowanych do dotacji. Ramy czasowe nasunęły się same, a mianowicie zakończony okres programowania 2004-2006. Zbyt duża ilość kryteriów utrudniałaby, naszym zdaniem, czytelne sporządzenie wyników. Co zmieniło się od ubiegłego roku? Czołowe firmy z ostatniego rankingu nadal trzymają się dobrze. Ujawniło się kilka nowych, dynamicznych firm. Nie sprawdza się przynajmniej na razie w Polsce model, że pozyskiwanie dotacji europejskich koncentruje się wyłącznie w największych firmach. Jest wiele mniejszych, prężnych, które doskonale radzą sobie na rynku. Są wreszcie pojedynczy doradcy, którzy przyciągają do siebie beneficjentów wysoką jakością i solidnością. Wielu z nich zdobywa już dla swoich klientów miliony zł.

Miło nam Państwa poinformować, że Instytut Projektów Personalnych zajął 15 miejsce w rankingu najskuteczniejszych firm doradczych w kategorii Dotacje na projekty szkoleniowe i edukacyjne. Kryterium klasyfikacji stanowiła wysokość przyznanej dotacji. W klasyfikacji na najskuteczniejsze firmy konsultingowe, które pozyskały w okresie 2004-2006 r. najwięcej dotacji unijnych ze środków SPO RZL, IPP znalazło się na 2 miejscu w Wielkopolsce.

Źródło: Fundusze Europejskie

"Podnoszenie kwalifikacji niewielkim kosztem"

Autor: Olga Gajda
Rzeczpospolita, 7 lipca 2006.

BLISKO 30 OFERT TANICH KURSÓW, W TYM JĘZYKOWYCH

Studia podyplomowe, szkolenia i kursy językowe mogą być nawet w 80 proc. sfinansowane ze środków unijnych i budżetowych.

Namiary na organizatorów dofinansowanej nauki znajdują się na stronie www.inwestycjawkadry.pl. Organizatorzy zostali wyłonieni w drodze konkursu przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Dzięki uzyskanemu dofinansowaniu oferują przedsiębiorcom tanią naukę. Jej koszt w przypadku właścicieli firm mikro, małych i średnich oraz ich pracowników wynosi najczęściej 20 proc. komercyjnych cen, a dla dużych przedsiębiorstw 40 proc. Taniej o połowę płaci się tylko za pracowników w gorszym położeniu (m.in. absolwentów, którzy długo nie mogli znaleźć pracy), ale nie wszyscy organizatorzy przewidują takie zniżki.

Kursy dla aptekarzy

(...)

Z kolei właściciele aptek albo ich pracownicy z zachodniej i środkowej Polski mogą wziąć udział w specjalnie dla nich przygotowanych szkoleniach. Jak opowiada jedna z uczestniczek (patrz komentarz), to nietypowe i bardzo pomocne zajęcia. Składają się w 70 proc. z warsztatów i scenek z życia wziętych. Za organizację szkoleń odpowiada Instytut Projektów Personalnych (lider projektu) i Wielkopolska Szkoła Biznesu przy Akademii Ekonomicznej w Poznaniu tel. (0-61) 875-41-91.

Do wyboru jest 6 modułów tematycznych realizowanych przez 2 dni:
- jak nie wpaść w sieci, czyli sztuka negocjacji z hurtowniami,
- czego uczą przedstawicieli handlowych, czyli jak skutecznie bronić się przed manipulacjami firm farmaceutycznych,
- zarządzanie finansami apteki; są to finanse dla niefinansistów,
- farmaceuta w roli sprzedawcy, konsultanta i doradcy,
- zarządzanie marketingowe w aptece,
- marketing wewnętrzny, czyli wszyscy pracownicy apteki decydują o jej sukcesie rynkowym.

Szkolenia prowadzone są w różnych miejscach w kraju. Organizatorzy gwarantują zakwaterowanie w hotelu z wyżywieniem. Nabór uczestników trwa cały czas. Są jeszcze wolne miejsca na zajęcia, które zaplanowano na 15 - 16 lipca. Opłaty za uczestnictwo dotychczas nie przekraczały 120 zł za jedno szkolenie, ale mogą (jest to uzależnione od miejsca kursu) wynieść nawet 160 zł.

Zdaniem uczestnika

Justyna Kiedrowska,
właścicielka apteki

Uczestniczyłam w wielu szkoleniach. Tematyka i sposób prowadzenia zajęć dofinansowanych ze środków unijnych zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Za niewielką opłatę (około 120 zł), stanowiącą jedynie 20 proc. komercyjnej ceny, dowiedziałam się ciekawych rzeczy, na przykład o zarządzaniu finansami apteki. Podczas branżowych szkoleń takie zagadnienia nie były poruszane, podobnie jak w trakcie studiów, które skończyłam 15 lat temu. Zajęcia były prowadzone przez wykładowców m.in. z Akademii Ekonomicznej. Udzielane przez nich informacje, wskazówki i porady okazały się bardzo pomocne. Dodatkowym plusem były małe grupy szkoleniowe, liczące nie więcej niż 20 osób. Wytwarzała się kameralna atmosfera. W każdej chwili można było prosić prowadzących o dodatkowe wyjaśnienia. Co do minusów, to ponarzekać można tylko na ogrom wiedzy przedstawianej w krótkim czasie. To było męczące. Jestem bardzo zadowolona, że uczestniczyłam w trzech rodzajach szkoleń dotyczących prowadzenia apteki. Zapisałam się jeszcze na trzy kolejne.

Źródło: Rzeczpospolita

"Polityk na miarę"

Autor: Dariusz Chajewski
Gazeta Lubuska, 22 lutego 2006.

Trzy pytania do... GRZEGORZA DRYJAŃSKIEGO, zajmującego się kształtowaniem wizerunku polityków

Reklama to podobno klucz do sukcesu. Czy potrzebna jest także politykom, urzędnikom lokalnym?

Przykład polityków z pierwszych stron gazet pokazuje, że kampania wizerunkowa jest rzeczywiście kluczem do sukcesu. Lokalni politycy także powinni zwracać na nią uwagę. W przypadku wojewody, marszałka województwa, prezydenta miasta receptą jest jasno sprecyzowana wizja rozwoju regionu, miasta. Strategia musi być bezpośrednio związana z osobą, która ma być jakby gwarantem realizacji tych planów.

Kto powinien kształtować wizerunek lokalnej bardzo ważnej osoby?

Zdecydowanie fachowcy. Musi być określone, kto w otoczeniu polityka za to odpowiada. Tutaj potrzebna jest konsekwencja. Na przykład podczas wyborów prezydenckich Donaldowi Tuskowi zepsuto doskonały wizerunek przygotowany na początku jego kampanii. Wszystko dlatego, że zajmowało się tym zbyt wiele ludzi, zbyt wiele pomysłów wprowadzano w życie. Stąd polityk przestał być spójny, a wizerunek nie był czytelny.

Człowiek staje się towarem, coraz ważniejsze jest opakowanie... Na ile można je zmienić?

Można, co doskonale widać po Andrzeju Lepperze, który przeżywa właśnie kolejną metamorfozę. Nienagannie skrojone garnitury, coraz sprawniejszy język ciała. Lepper zmienia się w miarę jak zmieniają się specjaliści zajmujący się jego wizerunkiem. A premier Marcinkiewicz? To prawdziwa rewolucja, która dokonała się w ciągu stu dni. To samo przekłada się na polityków i urzędników mniejszego formatu. Ideałem jest, aby byli identyfikowani z miastem, województwem, aby stali się ich symbolem, znakiem firmowym.

Dziękuję.

Źródło: Gazeta Lubuska, wyd. 45/2006 str. 2

"Analizują rynki pracy"

Autor: (sm)
Fakty Jarocińskie, 1 czerwca 2005.

Ocena rynku pracy jak i dostosowanie potrzeb szkoleniowych do jego stanu, są głównym założeniem nowego projektu badawczego organizowanego przez Wielkopolską Wyższą Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Jarocinie.

Do realizacji przedsięwzięcia włączeni są także: doktor Krzysztof Bondyra, adiunkt w Instytucie Socjologii UAM i Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu oraz Instytut Projektów Personalnych sp. z o.o., firma szkoleniowo-doradcza specjalizująca się w problematyce zarządzania zasobami ludzkimi.

W każdym z powiatów: ostrowskim, krotoszyńskim, pleszewskim i jarocińskim, zostaną przeprowadzone wywiady z 50 przedsiębiorcami, które będą głownym przedmiotem analiz.

- Do października tego roku, badania zostaną wykonane w głównym zakresie, za pomocą ankiet. Kolejnym krokiem będzie przeprowadzanie wywiadów z wykorzystaniem techniki swobodnej (dyktafon), która jest znacznie lepsza ze względu na możliwość swobodnego wypowiadania się - opisuje Krzysztof Bondyra. Projekt zaczął być realizowany 2 maja tego roku, a kończy się 30 kwietnia w roku następnym. Dofinansowanie w wysokości 263.420 zł uzyskano ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

Uzasadnieniem przeprowadzania projektu jest nierównowaga rynku pracy na terenach powiatów, na których zostaną przeprowadzone analizy. Wyniki projektu mogą pomóc w przeciwdziałaniu bezrobociu. - W trakcie realizacji planu będzie miała miejsce wymiana informacji pomiędzy firmami i instytucjami działającymi w regionie. W ramach projektu powstanie zbiorcza publikacja obejmująca pełen zakres danych, która zostanie przekazana wszystkim odbiorcom. Jeżeli wyniki będą satysfakcjonujące, kolejne badania będą przeprowadzone na terenie całej Wielkopolski - mówi Henryk Szymczak, kierownik projektu.

Źródło: Fakty Jarocińskie, wyd. 22/2005 str. 7

"Poszukują recepty na bezrobocie"

Anna Gauza
Gazeta Jarocińska, 10 czerwca 2005.

Dlaczego szkoły produkują bezrobotnych? Jakich pracowników i w jakim zawodzie potrzeba na rynku? Odpowiedzi na te pytania będą szukać autorzy projektu realizowanego w Wielkopolskiej Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej.

263.420 zł z funduszy unijnych dostała Wielkopolska Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Jarocinie na projekt pod nazwą "Dostosowanie potrzeb szkoleniowych i kwalifikacji mieszkańców powiatów ostrowskiego, krotoszyńskiego, pleszewskiego i jarocińskiego do wymogów regionalnego rynku pracy". Jest finansowany w całości ze środków unijnych. Kierownik projektu Henryk Szymczak wyjaśnił, że jest on realizowany przez uczelnię wspólnie z Instytutem Projektów Personalnych Sp. z o.o. z Poznania oraz firmą Doradztwo Społeczne i Gospodarcze Krzysztof Bondyra z Poznania. Program rozpoczął się w maju i potrwa do 30 czerwca 2006 r.

Badania w głównym zakresie będą realizowane do października tego roku. Polegać mają na przeprowadzeniu ankiet z właścicielami firm ze wszystkich uczestniczących w programie powiatów. Po 50 z każdego. Dobór przedsiębiorców będzie losowy. Oprócz tego wywiadom poddani zostaną pracownicy urzędów pracy, starostw powiatowych, dyrektorzy szkół oraz cechów rzemiosł różnych. W październiku zostanie przedstawiony wstępny raport. Pozostały czas wykorzystany zostanie na przygotowanie publikacji i warsztatów, które odbędą się na przełomie listopada i grudnia. - Założeniem tych badań jest zmiana sytuacji braku komunikacji pomiędzy poszczególnymi instytucjami podlegającymi władzom powiatowym - wyjaśniał na konferencji prasowej Krzysztof Bondyra, z wykształcenia socjolog. Zwrócił uwagę, że kierunki kształcenia i zawody, które młodzież ma do wyboru w szkołach ponadgimnazjalnych i wyższych, nie przystają do zapotrzebowania na rynku pracy. Czyli, że szkoły "wypuszczają" bezrobotnych. - Sam będąc swego czasu radnym powiatowym obserwowałem, że w dyskusjach nad budżetem zawsze lobby nauczycielskie odgrywało dużą rolę. W związku z tym należy na te kwestie spojrzeć z zewnątrz - podkreślił Bondyra. Zaznaczył, że rynek pracy jest kształtowany niezależenie od władz lokalnych, ale to nie oznacza, że są one bezsilne. Za całość projektu odpowiada WWSHE. - Nasze umowy o współpracy przewidują jednak podział zadań - wyjaśniła Julita Żakowska, przedstawicielka Instytutu Projektów Personalnych. - Z każdej instytucji delegowane będą więc osoby do prowadzenia badań. Dzięki temu będą one bardziej obiektywne, bo poprowadzą je trzy niezależne podmioty - mówiła.

Dyrektorzy urzędów pracy uważają, że projekt da efekty za kilka lat. Mają nadzieję, że dane uzyskane dzięki badaniom pozwolą szkołom stworzyć taką ofertę, że nie będą produkowały bezrobotnych. - Mamy przerost pewnych zawodów, jak choćby kierunki administracyjne, rachunkowość, marketing, zarządzanie - podała przykład Hanna Pawlak-Kornacka, dyrektor ostrowskiego urzędu pracy. WWSHE kształci właśnie pracowników administracji. Czy w takim razie szkołę czeka zmiana profilu? - Jak będzie trzeba, to tak - stwierdził Antoni Rost, dziekan wydziału administracji WWSHE. Podkreślił jednak, że osoba z wyższym wykształceniem zawsze ma większe szanse na rynku pracy, zwłaszcza absolwenci administracji w ramach poszczególnych specjalności. - Stworzenie nowego kierunku czy zmiana profilu studiów wiążą się z długimi i skomplikowanymi procedurami oraz spełnieniem wymogów: odpowiednia kadra, pomoce naukowe itd. To powoduje, że jest to proces przynajmniej dwuletni. A po tym okresie sytuacja na rynku pracy znów może się zmienić - wyjaśniał. Dlatego, zdaniem Antoniego Rosta, tak ważne jest uniwersalne wykształcenie, a takie oferuje szkoła. - Dzisiaj jedynym zawodem, który nie zagraża bezrobociem jest ksiądz i zakonnica - stwierdził. Badania pomogą też szkole przygotować ofertę na przyszłość.

Szefowie PUP-u zwrócili uwagę, że w tej chwili kierunki przygotowywane są głównie pod możliwości dydaktyczne szkół. - Kiedy my prowadziliśmy badania i zwracaliśmy się do pracodawców z pytaniem, czego oczekują, nie każdy potrafił to określić. Przedsiębiorcy nie są pewni sytuacji na rynku. Nie umieli nam podać swoich planów, oczekiwań na przyszłość - podkreślił Grzegorz Fengler, szef jarocińskiego urzędu pracy. Przyznał, że wówczas z badań tak naprawdę niewiele wyszło. Krzysztof Bondyra stwierdził, że obecnie również takie niebezpieczeństwo istnieje, ale uważa, że nie próbując, nie uda się niczego zmienić. - Trzeba dotrzeć głównie do decydentów w powiatach z przekonaniem, że może być inaczej - dodał. Leszek Bierła, dyrektor pleszewskiego PUP-u, zwrócił uwagę, że coraz więcej jest ofert pracy za granicą. Bezrobotni nie mogą z nich korzystać, bo nie znają języków obcych. Uważa, że należy położyć większy nacisk na ich naukę w szkołach ponadgimnazjalnych i wyższych.

Źródło: Archiwum Gazety Jarocińskiej, wyd. 765 str. 14

"Małe firmy mogą być partnerami marketów"

Ryszard Gromadzki
Puls Biznesu, 13 września 2001.

Adam Skibiński, szef Instytutu Projektów Personalnych w Poznaniu, twierdzi, że polscy producenci nie są przygotowani do współpracy z zachodnimi hipermarketami. Szczególnie trudno jest prowadzić negocjacje małym i średnim przedsiębiorstwom. Rozwiązaniem może być dobre przygotowanie do negocjacji z handlowymi potentatami.
Współpraca z hipermarketami wraz z oczywistymi korzyściami (znaczny wzrost obrotów) niesie też liczne zagrożenia, związane głównie z polityką współpracy sieci handlowej z jej dostawcami. Prawdziwą plagą stały się wydłużone terminy płatności.
- Sieci przeciągają je do 3-4 miesięcy, a nawet pół roku, ponieważ mają świadomość przewagi nad dostawcą. Wiedzą doskonale, że firmę, która nie wytrzyma takich warunków handlowych, natychmiast zastąpi inna - mówi Adam Skibiński, szef Instytutu Projektów Personalnych w Poznaniu.

Przerzucanie kosztów

Sieć handlowa nie jest instytucją charytatywną i jak każde przedsiębiorstwo musi na siebie zarabiać. Niskie ceny dla konsumentów hipermarketów oznaczać muszą niższe ceny zakupów od dostawców - twierdzi Adam Skibiński.
Według niego, hipermarkety oszczędzają, przerzucając koszty obsługi sprzedaży na dostawców. Dostawca musi sam zadbać o wygląd i atrakcyjność oferty. To samo dotyczy promocji, wszelkich stoisk i wystaw, za które hipermarkety również pobierają opłaty.
- Dotyczą one wszystkich elementów sprzedaży. Hipermarkety pobierają opłaty za miejsce w gazetce, wprowadzenie produktów na półkę w postaci opłaty za kod kreskowy, utrzymanie na półce - mówi Adam Skibiński.
Dodaje, że sieci pobierają również opłaty cykliczne, takie jak bonus roczny (do 3 proc. obrotu dostawy w sieci), budżet promocyjny (do 3 proc. obrotu), dodatkowe obniżenie ceny podczas promocji wysokości 3-5, a nawet 7 proc. pierwotnej ceny wynegocjowanej w kontrakcie.

Najgorzej mają mali

Najtrudniej o właściwe relacje z wielkimi sieciami handlowymi małym i średnim producentom, którzy nie posiadają własnej utrwalonej marki.
- Niebezpieczeństwo polega na konieczności stałego monitorowania kosztów współpracy. Gdy sprzedaż do sieci stanowi ponad 50 proc. przychodów firm, producent popada w uzależnienie od sieci handlowej i jest zmuszony przyjąć kolejne, niewygodne warunki - tłumaczy Adam Skibiński.
Jego zdaniem, wśród rodzimych dostawców wyraźnie widać brak nowoczesnej kultury handlowej, co przejawia się w nieznajomości odpowiednich technik negocjacyjnych, które można wykorzystać w rozmowach z hipermarketami.
- Pokutuje brak tradycji, na której tego rodzaju nowe postawy handlowe mogłyby się wykształcić - ocenia Adam Skibiński. W jego opinii, polski producent jest bezradny w konfrontacji z drapieżną, wielką siecią handlową.

Okiełznać demona

Wielu dostawcom sieć handlowa jawi się jako pewnego rodzaju demon, któremu nie można się przeciwstawić. Tymczasem jest przynajmniej kilka sposobów na rozwiązanie tego problemu - mówi Adam Skibiński.
Jego zdaniem, szansą dla producentów obsługujących sieci jest współpraca z firmami konsultingowymi, które pomogą opracować strategię współpracy z hipermarketami.
- Chodzi o wykorzystanie odpowiednich technik negocjacyjnych, ale też pewną psychologię działania w stosunku do partnerów handlowych reprezentujących hipermarkety - twierdzi Adam Skibiński.
W jego opinii, działania szkoleniowe powinny iść w parze z konsekwentnym kreowaniem marki producenta. - Silna marka jest sposobem na obronę przed nadmiernym wykorzystaniem przez sieć handlową - dodaje Adam Skibiński.

Źródło: Archiwum Puls Biznesu, wyd. 921 str. 14

"Kadrowy flesz. Zmienili stanowiska"

Ostojska Agnieszka, Królak Aneta
Puls Biznesu, 12 stycznia 2001.

Adam Skibiński

Objął stanowisko prezesa zarządu Instytutu Projektów Personalnych, firmy specjalizującej się w strategiach efektywnego zarządzania zasobami ludzkimi.

Ma 33 lata, jest psychologiem i doktorem nauk humanistycznych. Od 1990 r. związany jest zawodowo z Uniwersytetem im. A. Mickiewicza w Poznaniu, obecnie jako adiunkt w Instytucie Lingwistyki. Prowadzi działalność doradczą i szkoleniową w zakresie metod obsługi klienta, budowania zespołów, negocjacji handlowych i zarządzania personelem. Jako konsultant i trener prowadził projekty szkoleniowe i rekrutacyjne m.in. dla Levi Strauss, Wella, Bertelsmann, TP SA, Nobiles, Alcatel, Raiffeisen Centrobank, Herbico, IKEA i BSK Leasing.

W IPP oprócz funkcji prezesa pełnić będzie funkcję głównego koordynatora merytorycznego i projektanta szkoleń. AK

Grzegorz Tomasiak

Został dyrektorem generalnym IBM Polska, zastępując piastującego to stanowisko od 1996 r. Mirosława Szturmowicza. Nowy szef zamierza kontynuować politykę poprzednika i nadal umacniać pozycję firmy IBM na rynku. Chce również zwiększyć jej aktywność. Do IBM Grzegorz Tomasik przeszedł z Polish-American Enterprice Fund, Enterprice Credit Corporation, gdzie w latach 1991-1993 pracował jako kontroler finansowy. Z koncernem IBM jest związany od ponad 7 lat. Pracę dla firmy rozpoczął w 1993 r. Ostatnim stanowiskiem zajmowanym przez niego w polskim oddziale koncernu był business operations manager. Od roku 1998 pracował dla IBM we Francji, od 2000 roku sprawując funkcję business management manager.

Jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego i Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Ma 36 lat. AO

Źródło: Archiwum Puls Biznesu, wyd. 751 str. 18

Cofnij